Indyk jako absurd lingwistyczny

 


fot. via galleryhip.com 

Indyk jaki jest, każdy widzi. Kiedy jednak spojrzeć na niego od strony językowej, sprawy przestają być oczywiste.

Chodzi mianowicie o nazewnictwo tego ptaka w różnych językach, z którego wyłania się absurdalny galimatias geograficzny. Otóż w wielu krajach indyk nazywany jest od swojego rzekomego miejsca pochodzenia. Sęk w tym, że nigdzie nie wskazuje się jego prawdziwego miejsca pochodzenia, jakim jest Ameryka Północna, tylko różne inne. I tako oto niektóre języki (w tym polski) sugerują, że indyk pochodzi z Indii, np. po francusku jest to la dinde, po katalońsku gall d’indii (indyjski kurczak), a po turecku hindi. Inne języki precyzują nawet to indyjskie pochodzenie, wskazując na Kalkutę. Na przykład po litewsku indyk to kalakutas, po holendersku kalakoen, a po fińsku kalkkuna. Jeszcze inne języki jako kraj pochodzenia indyka wskazują Peru – po portugalsku indyk to po prostu peru, a po chorwacku puran. Z kolei według innych indyk pochodzi z Turcji – np. w angielskim mamy słowo turkey, a w irlandzkim turcaí. Do tego wszystkiego po malezyjsku indyk to ayam blander, czyli holenderski kurczak, zaś po khmersku moan barang, czyli kurczak francuski.

Co zaś na to wszystko same indyki? Oddajmy im głos.