5 niezwykłych mistyfikacji muzycznych

 

The Masked Marauders

niesamowite-mistyfikacje-muzyczne
W 1969 roku magazyn muzyczny Rolling Stone opublikował parodystyczną recenzję tajemniczej płyty wydanej pod szyldem The Masked Marauders. Album rzekomo miał być zapisem sesji nagraniowej, w której wspólnie wzięli udział najwięksi muzycy rock’n’rollowi tamtych czasów, m.in.: Mick Jagger, Bob Dylan, John Lennon i Paul McCartney, którzy jednak z powodu różnych zobowiązań kontraktowych nie mogli ujawnić na okładce albumu swoich nazwisk.

Mimo wielu tropów zawartych w artykule, które wskazywały na humorystyczny charakter recenzji, tysiące czytelników uwierzyło w istnienie tej płyty i zaczęło zasypywyać redakcję Rolling Stone pytaniami o to, gdzie można ją nabyć. Autorzy żartu postanowili więc pójść za ciosem i wynajęli muzyków sesyjnych do nagrania piosenek opisanych w artykule. Po odtworzeniu nagranego materiału w lokalnym radiu, prawa do niego wykupiła wytwórnia Warner Bros., która następnie wydała płytę, zarazem dołączając do niej informację, że jest to muzyczny żart. Mimo obnażenia mistyfikacji album okazał się dużym sukcesem – rozszedł się w nakładzie 100 000 kopii i przez 14 tygodni znajdował się na liście przebojów magazynu Billboard. Co więcej, wielu fanów w dalszym ciągu przysięgało, że na płycie można usłyszeć wokal Jaggera czy gitarę McCartneya.

 

Adagio Alibinoniego

niesamowite-mistyfikacje-muzyczne
„Adagio g-moll na smyczki i organy”, znane też jako „Adagio Albinoniego”, to jeden z najsłynniejszych utworów muzyki klasycznej. Osiągnął on wręcz status popularnego przeboju, pojawiając się w wielu filmach, reklamach, programach telewizyjnych, a także będąc przerabianym przez różnych muzyków popowych. Sęk w tym, że Tomaso Albinoni, wenecki kompozytor późnego baroku, od którego nazwiska wywodzi się potoczny tytuł utworu, tak naprawdę wcale nie jest jego autorem.

Sprawcą zamieszania jest włoski muzykolog Remo Giazotto, który tuż po II wojnie światowej ogłosił, że odnalazł manuskrypt z fragmentarycznym zapisem nieznanego dotąd dzieła Albinoniego. Wkrótce potem Giazotto „dokomponował” brakujące fragmenty i opublikował utwór pod nazwiskiem Albinoniego, sobie przypisując jedynie aranżację.

Dopiero po śmierci Giazotto w 1998 roku okazało się, że najprawdopodobniej stworzył on słynne „Adagio” w całości sam. Drezdeńska Biblioteka Państwowa, w której zbiorach muzykolog miał odnaleźć manuskrypt z zagubioną kompozycją, ogłosiła że nie ma najmniejszego śladu, aby taki dokument kiedykolwiek był w jej posiadaniu. Co więcej, Giazotto nigdy nikomu nie pokazał swojego znaleziska i aktualny stan wiedzy w tym zakresie to jemu właśnie nakazuje przypisać autorstwo „Adagio g-moll na smyczki i organy”.

 

Clutchy Hopkins

niesamowite-mistyfikacje-muzyczne
Clutchy Hopkins to jedna z najbardziej enigmatycznych postaci współczesnej muzyki. Według informacji pochodzących z wytwórni wydającej jego płyty, jest on genialnie uzdolnionym multiinstrumentalistą, a zarazem odludkiem mieszkającym w jaskini na kalifornijskiej pustyni Mojave. W młodości wiele podróżował – w Japonii zgłębiał tajniki buddyzmu, w Indiach studiował jogę, a w Nigerii brał lekcje gry na afrykańskich instrumentach perkusyjnych. Po powrocie do USA anonimowo występował jako muzyk sesyjny na płytach znanych muzyków jazzowych i funkowych, po czym pod koniec lat 90-tych zerwał z cywilizacją i zamieszkał na pustyni.

Jak dotąd nikomu nie udało się potwierdzić prawdziwości tych informacji i wszystko wskazuje na to, że postać Clutchy’ego Hopkinsa jest po prostu muzyczną mistyfikacją i artystycznym pseudonimem jednego lub kilku znanych muzyków. Wymienia się w tym kontekście takich twórców jak MF Doom, Cut Chemist czy DJ Shadow. Jakkolwiek by nie było, faktem jest, że od 2006 roku Clutchy Hopkins regularnie wydaje dobrze przyjmowane płyty, na których serwuje intrygującą, psychodeliczną mieszankę jazzu, funku i hip-hopu.

 

Piotr Zak

W 1961 roku w audycji radiowej poświęconej muzyce współczesnej szacowna stacja BBC wyemitowała premierową kompozycję niejakiego Piotra Zaka pt. Mobile for Tape and Percussion. Utwór został poprzedzony krótką notą biograficzną, w której stwierdzono, że Piotr Zak to urodzony w Polsce, ale mieszkający w Niemczech młody kompozytor, w którego twórczości słychać wpływy Stockhausena i Johna Cage’a.

Choć recenzje po emisji dzieła były mieszane, to jednak dwóch czołowych brytyjskich krytyków wyraziło się o nim z dużym uznaniem. Wkrótce potem BBC ujawniło, że w rzeczywistości Piotr Zak nie istnieje, a jego kompozycja została spreparowana przez dwóch pracowników stacji, którzy uderzając zupełnie przypadkowo w różne instrumenty perkusyjne stworzyli pozbawiony sensu utwór, obrobiony później dodatkowo przez inżynierów dźwiękowych. Autorzy żartu chcieli poprzez tą mistyfikację obnażyć niski poziom krytyki zajmującej się muzyką współczesną. Prowokacja nie do końca się udała, gdyż większość opinii o ich kompozycji była negatywna. Nie zmienia to jednak faktu, że absolutnie nikt nie kwestionował prawdziwości sfabrykowanego dzieła.

 

Milli Vanilli

niesamowite-mistyfikacje-muzyczne
fot. via mtv.com

Milli Vanilli to bodaj najbardziej spektakularna mistyfikacja w historii muzyki popularnej. Ten wymyślony przez niemieckiego producenta Franka Fariana duet osiągnął pod koniec lat 80-tych gigantynczną popularność na całym świecie. Ich debiutancka płyta rozeszła w wielu milionach egzemplarzy, a zespół otrzymał prestiżową nagrodę Grammy.

Bańka prysła z ogromnym hukiem w 1990 roku, kiedy to w jednym z wywiadów Farian przyznał, że tworzący duet Fabrice Morvan i Robert Pilatus tak naprawdę nie są żadnymi wokalistami i na koncertach śpiewają z plabacku. Co więcej, w ogóle nie brali udziału w nagraniu albumu, który wyniósł Milli Vanilli na sam szczyt. Producent stwierdził, że faktyczni wykonawcy muzyki w tym projekcie nie gwarantowali sukcesu marketingowego, dlatego postanowił zatrudnić jako frontmenów Morvana i Pilatusa, których wypatrzył w jednym z monachijskich klubów tanecznych.

Po ogłoszeniu tych rewelacji wybuchł ogromny skandal. Zespołowi odebrano nagrodę Grammy, a wytwórnia, która wydała płytę, otrzymała wiele pozwów sądowych złożonych przez fanów domagających się zadośćuczynienia za oszustwo. Jeszcze w tym samym roku ukazała się płyta pod szyldem The Real Milli Vanilli, którą już własnymi twarzami firmowali prawdziwi muzycy z pierwszego albumu Milli Vanilli, jednak projekt ten nie odniósł sukcesu i wkrótce został rozwiązany.

Tymczasem okryci niesławą Morvan i Pilatus próbowali mimo wszystko zaistnieć w roli wokalistów. Jako Rob & Fab wydali płytę, na której tym razem zaśpiewali samodzielnie, ale krążek przeszedł bez większego echa. Wkrótce potem Pilatus popadł w problemy narkotykowe i wszedł w konflikt z prawem. Przez chwilę siedział w więzieniu, a w 1998 roku został znaleziony martwy w pokoju hotelowym we Frankfurcie. Powodem zgonu było spożycie zabójczej mieszanki leków i alkoholu.