8 przykładów śmiertelnej ironii losu

 

Ironia losu bywa niezwykle okrutna, a jej działanie często okazuje się dla ludzi zabójcze. Oto kilka takich przykładów.

 

Molière

ironia losu
fot. via Wikimedia Commons

Molière, uważany za najwybitniejszego komediopisarza w historii literatury francuskiej, był także aktorem. 17 lutego 1673 r. występował w paryskim teatrze w napisanej przez siebie sztuce p.t. „Chory z urojenia”, w której wcielił się w rolę Argana – głównego bohatera nieustannie wmawiającego sobie przeróżne choroby. Jak na ironię Molière, który od wielu lat zmagał się z gruźlicą, podczas spektaklu doznał prawdziwego ataku choroby i zaczął gwałtownie kaszleć krwią. W wyniku tego zdarzenia kilka godzin później zmarł.

 

Bobby Leach

ironia losu
fot. via Wikimedia Commons

Booby Leach był angielskim kaskaderem cyrkowym, który wsławił się tym, że jako drugi człowiek w historii (pierwszą była Amerykanka Annie Edison Taylor) przeżył upadek z Wodospadu Niagara w specjalnie skonstruowanej do tego celu stalowej beczce. Miało to miejsce 25 lipca 1911 r. i zakończyło się dla Leacha złamaniem szczęki oraz pogruchotaniem obydwu kolan. Po sześciu miesiącach leczenia ran wyszedł ze szpitala i zaczął objeżdzać świat z występem, w którym odtwarzał swój spektakularny wyczyn. Właśnie podczas jednej z takich podróży, kiedy w 1926 r. przebywał w Nowej Zelandii, dosięgnęła go śmiertelna ironia losu. Otóż ten wielokrotnie ryzykujący swoje życie śmiałek pośliznął się na skórce od pomarańczy i doznał poważnego złamania nogi. W efekcie do jego kończyny wdała się gangrena i trzeba ją było amputować, a w wyniku powstałych po zabiegu komplikacji Bobby Leach po dwóch miesiącach zmarł.

 

Isadora Duncan

ironia losu
fot. via theworldbyus.com

Pionierka tańca współczesnego, zdeklarowana biseksualistka, komunistka, niekonwencjonalna wolnomyślicielka – Isadora Duncan była postacią barwną i kontrowersyjną, a jej wyjątkowo spektakularne życie zakończyło się równie spektakularną śmiercią.

Duncan znana była m.in. ze swojego zamiłowania do zwiewnych szali, które były stałym elementem jej scenicznego kostiumu. Ten delikatny i niepozorny element garderoby okazał się jednak dla tancerki zabójczy. 14 września 1927 r. jechała jako pasażer sportowym kabrioletem, mając na sobie piękny jedwabny szal, który dostała w prezencie od swojej przyjaciółki, i który był ręcznie malowany przez rosyjskiego artystę Romana Chatova. W pewnym momencie powiewający na wietrze materiał zaplątał się w tylne koło samochodu, co sprawiło, że szal gwałtownie zacisnął się na szyi Duncan i z wielką siłą wyrzucił ją z auta, powodując natychmiastową śmierć przez uduszenie.

 

Felix Powell

ironia losu
fot. via bl.uk

Felix Powell był sierżantem sztabowym w armii brytyjskiej podczas I wojny światowej. Przeszedł on do historii głównie jako autor muzyki do marszowej piosenki p.t. „Pack Up Your Troubles in Your Old Kit-Bag, and Smile, Smile, Smile” (co można przetłumaczyć jako: „Spakuj swoje problemy do starego plecaka i uśmiechaj się, uśmiechaj, uśmiechaj”). Utwór ten (słowa do niego napsiał brat Powella) wygrał ogłoszony podczas wojny konkurs na najlepszą piosenkę budującą morale społeczeństwa, a w werdykcie stwierdzono, że jest to „prawdopodobnie najbardziej optymistyczna piosenka, jaką kiedykolwiek napisano”. Zdobyła ona olbrzymią popularność i odegrała znaczącą rolę w kampanii wspierającej rekrutację do wojska. Co w tym jednak jest takiego ironicznego? Otóż 10 lutego 1942 r. kompozytor tego podnoszącego na duchu przeboju przyłożył do swojego serca lufę strzelby i popełnił samobójstwo.

 

Jim Fixx

ironia losu
fot. via collmaterial.com

Jim Fixx był amerykańskim popularyzatorem biegania i joggingu, który pod koniec lat 70′ XX wieku znacząco przyczynił się do zaistnienia prawdziwego boomu na tę formę aktywności. W 1977 r. wydał on książkę p.t. „The Complete Book of Running”, w której gorąco zachwalał bieganie, szczególnie podkreślając jego korzystny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne. Książka szybko stała się wielkim bestsellerem, a jej autor celebrytą i niekwestionowanym guru joggingu zapraszanym do programów telewizyjnych, w któych głosił zdrowotne walory biegania. Ogromne było więc zaskoczenie opinii publicznej, kiedy to 20 lipca 1984 r. Jim Fixx podczas jednej ze swoich regularnych przebieżek… doznał ataku serca i zmarł.

 

Jerome Irving Rodale

ironia losu
fot. via Wikimedia Commons

Jerome Irving Rodale był amerykańskim pisarzem i wydawcą, który zasłynął głównie jako piewca ekologicznego rolnictwa i zdrowego trybu życia. Podejmował w tej dziedzinie wiele różnych inicjatyw, m.in. zakładając w 1950 r. poświęcony zdrowemu żywieniu i alternatywnej medycynie magazyn Prevention, który z dużym powodzeniem wydawany jest do dzisaj.

8 czerwca 1971 r. 72-letni Rodale udzielał telewizyjnego wywiadu w programie The Dick Cavett Show. Opowiadał w nim m.in. że „jestem w tak dobrej kondycji, że wczoraj biegałem po schodach z uśmiechem na ustach”, „zdecydowałem, że będę żył 100 lat”, „nigdy nie czułem się lepiej”. Po udzieleniu odpowiedzi na wszystkie pytania, będąc ciągle na scenie i słuchając wywiadu z drugim gościem programu, Rodale doznał ataku serca i zmarł. Tego odcinka programu nigdy nie wyemitowano.

 

George Story

ironia losu
fot. via icollector.com

W 1936 r. we wstępie do premierowego wydania amerykańskiego magazynu Life znalazło się zdjęcie niemowlaka o nazwisku George Story, które zostało opatrzone tytułem „Life begins” („Życie się zaczyna”). W następnych latach magazyn co jakiś czas informował swoich czytelników o kolejnych etapach życia Story’ego: o jego karierze zawodowej, o tym że się ożenił, że został ojcem, że przeszedł na emeryturę. Czasopismo popadło jednak w kłopoty finansowe i na początku 2000 r. ogłoszono jego upadek. Przedziwny zbieg okoliczności sprawił, że kilka dniu po upublicznieniu tej informacji George Story zmarł na atak serca. Life swój ostatni numer znowu poświęcił więc jemu, a we wstępie pojawił się tytuł „Life ends” („Życie się kończy”).

 

Chris Kyle

ironia losu
fot. via salon.com

Chris Kyle był amerykańskim żołnierzem sił specjalnych, który uchodzi za najskuteczniejszego snajpera w historii armii USA. Mówi się, że podczas misji w Iraku zabił 255 osób, z czego 160 zostało oficjalnie potwierdzonych. Jego najbardziej spektakularnym sukcesem było zastrzelenie bojownika uzbrojonego w wyrzutnię rakiet z odległości prawie dwóch kilometrów. W trakcie całej swojej służby został dwa razy postrzelony i cztery raz omal nie zginął w zamachu bombowym. Po odejściu z wojska założył firmę ochroniarską i napisał bestsellerową książkę p.t. „American Sniper”, w kórej opisał swoje snajperskie wyczyny.

Biorąc pod uwagę biografię Kyle’a, okoliczności jego śmierci wydają się dość niezwykłe. Otóż 2 lutego 2013 r. został on wraz ze swoim kolegą zastrzelony z bliskiej odległości na strzelnicy w Teksasie przez 25-letniego Eddiego Raya Routha – weterana wojny w Iraku, który cierpiał na syndrom stresu pourazowego, i któremu Kyle próbował pomóc.